Samo-bycie
Lecz gdy oni mnie zapytają, jakie jest Jego imię,
Cóż im znam powiedzieć?
Odpowiedział Bóg Mojżeszowi:
JESTEM KTÓRY JESTEM
[Księga Wyjścia, 3, 13-14] [1]
Co ja robię, patrzę w jest
w to samo jest mnie i to samo jest wody
w to olśnienie
to jestnienie
jest nie nie
które scalam
które skracam do istnienia
[Krystyna Miłobędzka, z tomu Imiesłowy][2]
[...]
Zawsze jednak
pełza we mnie
pełne czy też niepełne,
ale istnienie
[M. Białoszewski, "Autoportret odczuwany" z tomu Obroty rzeczy][3]
Poezja to cienkie miejsce, gdzie ujawnia się granica między "coś" a "nic", między byciem a niebyciem, życiem a śmiercią. Właśnie świadomość oscylowania na krawędzi tej granicy stara się uchwycić w swoich tekstach Krystyna Miłobędzka [4]. Jak zaznaczała sama poetka: "tylko czasami to między mną a kimkolwiek, mną a czymkolwiek bliskim udaje się pokonać. Wiersz jest zatem zapisem podziału, nawet w jego najbardziej dotkliwej postaci, kiedy dotyka mnie i moich bliskich"[5].
Ów podział przebiega między tym, co istnieje, a tym, co nie istnieje. Wkrada się w kontakt ze światem, w dialog z drugim człowiekiem, ale także w sposób szczególny, w relacje z własnym "ja". Wiele z wierszy Krystyny Miłobędzkiej jest wyrazem zmagania się z nieokreślonością własnych granic, z niezdolnością pełnego uchwycenia fenomenu egzystencji przy jednoczesnym poczuciu, że wszystko bierze swój początek z "ja" i wszystko ma w nim także swój koniec. Wokół fenomenu istnienia, a zatem wokół tajemnicy "ja" nawiązuje się także dialog między zapisami Miłobędzkiej a refleksją Mirona Białoszewskiego. Nie wiem, czy jest on zamierzony, ale szczególne miejsce, jakie zajmuje autor Obrotów rzeczy w twórczości Miłobędzkiej, a także pokrewieństwo myśli i poetyk, pozwala chyba na przeczytanie utworów tych poetów obok siebie.
W jednym z tekstów zamieszczonych w tomie Imiesłowy Miłobędzkiej znajdujemy wyznanie:
co ja robię, patrzę w jest [...]
w to olśnienie
to jestnienie
["co ja robię, patrzę w jest..."]
Jaka jest zatem aktywność owego "ja"? Cóż ono robi? - wie, że jest, a dokładniej widzi, że jest. Zmysłem wzroku doświadcza samej swojej istoty czyli bycia. Egzystencja jest zatem namacalnie odczuwana, ale jest także olśnieniem. Olśnieniem ciała do życia, oka do widzenia, ale także myśli, która jest siebie samoświadoma, jest, bo została olśniona istnieniem i wiedzą o samobyciu.
Podobne przekonanie towarzyszy podmiotowi w "Wywodzie jestem'u" Mirona Białoszewskiego:
[...]
co mam robić
a co mam robić
jak nie wiedzieć
a co ja wiem
co ja jestem
wiem, że jestem
I tutaj stanem świadomości podmiotu jest wiedza, ale nie wiedza o świecie, tylko o sobie, a nawet nie o sobie, tylko o swoim byciu. "Ja" jest, bo ma tego świadomość. Gdyby nie wiedziało, nie byłoby sobą, nie byłoby w ogóle. To tu przebiega granica, którą tak bacznie obserwuje Miłobędzka - cienka linia między być a nie być, czyli między wiedzieć a nie wiedzieć, że się jest.
Eric Erikson, próbując zdefiniować istotę poczucia siebie, wyróżnił trzy instancje konstytuujące podmiot: self, ego i "I" czyli "ja". W Self znajdują się treści na temat tego, kim jesteśmy, o self, a raczej o różnych selves, które składają się na obraz siebie pisze Miłobędzka wielokrotnie: ja-kobieta, ja-matka, ja-żona, ja-poetka, ja-mówiąca, ja-cielesna. Podobnie częstym tematem jest ego: to które czuje, kocha, cierpi, żegna się, żyje obok siebie, broni się, zapewnia spójność, wiąże tożsamość. Jednak tym, co pozwala na nieustanną transgresję jest "ja". Jak pisał Erikson jest ono samą świadomością bycia, istnienia, świadomością, że jestem, że żyję jako autonomiczna jednostka. Właśnie o tym "ja" pisze Miłobędzka jako o jestnieniu, je "scala, skraca do istnienia". Pisząc o "ja", Erikson używa metafory reflektora, nie można go zobaczyć, bo ono samo jest patrzeniem, Miłobędzka mówi "olśnieniem". Zbieżności słów prowadzą do coraz dalej idących konotacji. Autorka Imiesłowów pisze, że "to jestnienie jest", Białoszewski wyznaje "wiem, że jestem taki jak jestem". Na myśl przychodzi starotestamentowe "jestem który jestem" skierowane do Mojżesza - Bóg jest byciem, bycie zaś jest imieniem, które trwać będzie poza czasem. Ten tylko może być osobą, który jest istnieniem. Ono zaś objawia się w "olśnieniu", ogniu, który płonie, ale nie spala, blasku, który bije z tego, który jest.
Świadomość bycia zdaje się być istotą tego, kim jesteśmy, a jednak w jakimś sensie pozostaje, w stosunku do nas, zewnętrzna. Jest rodzajem metaświadomości, przychodzi z zewnątrz i przekracza to, czym byliśmy do tej pory; wyznaczając jednocześnie nowe granice. Miłobędzka pisze:
[...]
tym czasem nie poświadczone dzieje się beze mnie. Skąd
siebie zacząć?
jak wierzyć się?
Np. wierzyć
["to wszystko tymczasem..."]
Miłobędzka pyta: skąd siebie zacząć? Białoszewski w "Autoportrecie odczuwanym" dodaje "gdzie są moje granice?", a w wierszu "Wywód jestem'u" już w samym tytule, przez odmianę według paradygmatu deklinacji wyrazów obcych, podkreślona zostaje pierwotna obcość bycia. Okazuje się, że wiara we własne "jestem" musi przekroczyć obcość rodzącą się z "nie ma mnie".
To istnienie, które na początku wydawało się potwierdzone i pewne dzięki świadectwu zmysłów, potem staje się olśnieniem, czyli stanem myśli, by ostatecznie okazać się kwestią metafizyczną. Tylko wiara w doświadczenie bycia przywraca wiarygodność poznaniu zmysłowemu. O tym, w jakiejś mierze, jest przecież historia Mojżesza, o wierze w to, co ujrzane zmysłowo, o metafizycznym przyjęciu istnienia jako gwarancji realności.
Po oswojeniu samego faktu bycia rozpoczyna się historia "ja". Jak pisał Martin Heidegger w Byciu i czasie: "to byt, którym zawsze jestem ja sam, bycie jest zawsze moje. [...] To określenia zawiera ontyczną - choć nader surową - informację, że zawsze bytem tym jest pewne ja, nie zaś inny" [6]. Ta świadomość zostaje przez Miłobędzką w pełni wyrażona w jednym z wierszy z tomu Po krzyku:
najprędzej gubię czasowniki, zostają rzeczowniki, rzeczy
już tytko zaimki osobowe (dużo ja, coraz więcej ja)
imiona? Giną, spójniki giną
trzy słowa, dwa słowa
wreszcie mój, mój we mnie
mój ze mną
świat
ja w pierwszej i ostatniej osobie
["najprędzej gubię czasowniki..."]
Wszystko istnieje w nas i przez nas, nie ma dla człowieka bytu, który nie byłby zapośredniczony przez ja, naznaczony tym, co moje. Stajemy się dla siebie najważniejsi przez sam fakt istnienia, jest to bowiem jedyna forma bycia, której doświadczamy rzeczywiście, jako doznania, a nie tylko jako myśli. Po raz Białoszewski zdaje się współbrzmieć z Miłobędzką:
[...]
wiem, że jestem
taki jak jestem
może niegłupi
ale może tylko dlatego, że wiem
że każdy dla siebie jest
najważniejszy
bo i tak się nie godzi
to i tak taki jest się jaki jest
["Wywód jestem'u"]
Jest coś szczególnie znaczącego w sposobie, jaki poeci lingwistyczni piszą o egzystencji. U samej podstawy istnienia paradoksalnie zderza się konieczność i pozorna oczywistość samego bycia z jednoczesną niemożnością jego ogarnięcia i pierwotną obcością. W podobnej, do pewnego stopnia, sytuacji stawia nas fakt językowej natury naszego doświadczenia. Zanurzeni w mowie i przez nią doświadczający siebie i świata, właśnie w niej jesteśmy najbardziej wyobcowani i zagubieni. To, co dzieje się w wierszach Miłobędzkiej czy Białoszewskiego, to właśnie próba wyrażenia paradoksu egzystencji paradoksem języka.
[1] Księga Wyjścia, Biblia Tysiąclecia, Poznań, 2000.
[2] K. Miłobędzka, Zbierane 1960-2005, Wrocław 2006, s. 222. Wszystkie cytaty z utworów poetyckich Krystyny Miłobędzkiej podaję za tym wydaniem.
[3] M. Białoszewski, Utwory zebrane, Warszawa, 1987. Dalej podawane cytaty z utworów M. Białoszewskiego pochodzą z tego wydania.
[4] Pisała o tym Agata Kula w artykule "Pisane na najmniejszym", "Tygodnik Powszechny", nr 26/2006.
[5] Ibidem, s. 15.
[6] M. Heidegger, Bycie i czas. Warszawa, 2004, s. 147.
Publikacje Krystyny Miłobędzkiej dostępne w naszej księgarni
Utwory Krystyny Milobedzkiej w Przystani!
|