|
Andrzej Sosnowski
Bitwa o Legnicę
Bye-bye, we love you
 
Wspomnienia o Legnicy? Niemal nic nie wiem o początkach Legnicy w 1996, gdyż po raz pierwszy byłem tam rok później, a ów rok później opisał Bohdan Zadura w utworze "Bitwa o Legnicę", więc właściwie dwa lata mam już z głowy. Dalej? W "Dramatach i baletach legnickich" Maciej Malicki daje wyobrażenie o wydarzeniach 1999-2001 (może niebawem ukażą się jeszcze inne echa i reminiscencje). Mimochodem można zauważyć, że jeśli istnieje taka całkiem zajmująca dokumentacja w poezji, prozie i dramacie, to..., cóż, w sumie niezbyt często się to zdarza przy okazji zjazdów literackich. O ile jednak pamiętam, w Legnicy nie odbył się żaden panel dyskutantów i moderatorów i nie został wygłoszony ani jeden referat. "Słowo wstępne" było ograniczone do minimum i nie zdarzały się laudacje. Nie padło ani jedno słowo o kondycji czy sytuacji - i tu można zostawić wolne miejsce dla malkontentów, którzy zechcą dorzucić: a szkoda.
A rozmawiać z Markiem Fordem - o Raymondzie Rousselu - w Legnicy? Rzecz przedziwna, z gatunku spraw na jawie nie do przewidzenia, a przecież jedna z wielu, jeśli nie z bezliku legnickich przygód charakterystycznych.
W Legnicy chodziło się po bardzo krótkich trasach: z kawiarni Maska na Kominka (noclegi), z Kominka do Maski, z Maski na scenę lub widownię, ze sceny lub widowni do Maski, z Maski na Kominka (bądź do hotelu Qubus, kiedyś Cuprum; w 1997 nieco dalej, do dawnych koszar radzieckich przy ulicy Pancernej), czasem na zasłużony posiłek do restauracji Tivoli. W kwietniu 2003 gościnniejszy od Maski okazał się Pacykarz. Dłuższe spacery uchodziły za niebezpieczne (legniccy chuligani pobili Wiedemanna). Jednak jeden mój nocny spacer (1997) był raczej idylliczny i może nieco proroczy - kiedy dotarłem do torów, zacząłem oddalać się w kierunku Wrocławia (zamieszczam tę "informację" jako przypisek do wiersza Bohdana Zadury). W pewnej chwili zreflektowałem się i zawróciłem.
Legnica wyraźnie zdarzała się też poza Legnicą, a nie mam tu na myśli oczywistości w rodzaju autorskich tras Biura Literackiego, "sanatorium" w Kudowie czy poetyckich warsztatów w Kołobrzegu. Przykładowo: na wspaniały bal, który Marcin Baran wydał w listopadzie 1997 w Krakowie, przyjechał Artur Burszta i przywiózł kilkadziesiąt egzemplarzy książeczki z wierszem "Cover". Z Tadeuszem Piórą wykonywaliśmy utwór "Hot Club" w Łodzi i Warszawie (w Łodzi z towarzyszeniem koncertującego pianisty łódzkiego, w Warszawie z Arkadiuszem Kremzą i Adamem Wiedemannem w duecie na jednym syntezatorze), mając w pamięci premierowe i optymalne wykonanie legnickie z 1998 (z Wiedemannem na pianinie i Darkiem Foksem za barem przy szkle). Teraz dość już tych wspomnień. Ponieważ mają one zawsze charakter po trosze lub całkiem pożegnalny, przytoczę tu jeszcze pożegnalny, postfestiwalowy, peronowy wierszyk "We Love You", zainspirowany sposobem, w jaki Filip Zawada zwracał się do legnickiej publiczności ("I love you") w 1999, oraz zakończeniem ostatniego koncertu formacji Ziggy Stardust and the Spiders from Mars (David Bowie, 1973): To jest już w ogóle nasz ostatni koncert, nie tylko w trakcie tego tournee. Bye-bye, we love you.
 
[2003]
 
Publikacje Andrzeja Sosnowskiego dostępne w naszej księgarni
Utwory Andrzeja Sosnowskiego w Przystani! |