recenzje / ESEJE

O ambicji oraz poezji zasłaniającej widoki

Jakub Winiarski

Recenzja Krzysztofa Siwczyka z książki Inne tempo Jacka Gutorowa.

Biuro Literackie kup książkę na poezjem.pl

A doci­śnię­ty język to prze­cież poezja.
Jacek Guto­row, „Sznu­ro­wa­dło”

1.

W jed­nym z pierw­szych wier­szy Inne­go tem­pa, w liry­ku „Łubi­ny” pada­ją intry­gu­ją­ce dwa zda­nia: „Pią­tek. Jestem w Chró­ści­nie. / Poezja zasła­nia mi widok / na ogród”. Mniej­sza o Chró­ścin, mia­stecz­ko zapew­ne uro­kli­we i sym­pa­tycz­ne – zwra­cam uwa­gę na to dru­gie stwier­dze­nie: „Poezja zasła­nia mi widok na ogród”. Zasta­na­wia mnie ono i każe zadać chy­ba jedy­ne moż­li­we w tym miej­scu pyta­nie: czym jest poezja dla poety, któ­re­mu może ona prze­sło­nić widok nawet na coś tak – zakła­dam – pięk­ne­go, jak ogród. I czym jest dla tego poety świat z jego ele­men­ta­mi, z pięk­nem i brzy­do­tą, dobrem i złem, ludź­mi, zwie­rzę­ta­mi, natu­rą i kul­tu­rą, jeśli poezja może zasło­nić mu na to wszyst­ko widok? Po lek­tu­rze Inne­go tem­pa wyda­je mi się, że odpo­wiedź nie będzie skom­pli­ko­wa­na. W świe­cie tej książ­ki posta­ci ludz­kich prak­tycz­nie nie ma, co od razu też przy­po­mi­na, że Guto­row tłu­ma­czył inten­syw­nie Ste­ven­sa, auto­ra, u któ­re­go ludzi tak­że, co już kry­ty­ka daw­no zauwa­ży­ła, wła­ści­wie nie ma. W świe­cie tej książ­ki trud­no było­by tak­że dopa­trzyć się jakichś zma­gań pomię­dzy dobrem a złem, wiel­kiej miło­ści czy wiel­kiej nie­na­wi­ści do kogoś czy cze­goś poza poezją, albo też spo­ru pomię­dzy natu­rą i kul­tu­rą. Ta poezja ofe­ru­je świat zgo­ła inny, niż ten codzien­ny, potocz­ny z potocz­ny­mi i zwy­czaj­ny­mi emo­cja­mi – u Guto­ro­wa bodaj jedy­ny­mi napraw­dę doj­mu­ją­cy­mi uczu­cia­mi są: nie­speł­nie­nie zwią­za­ne z aktem poetyc­kiej kre­acji i mon­stru­al­ne pra­gnie­nie wyj­ścia poza lirycz­ny kon­we­nans.

2.

Słów kil­ka o tym dru­gim: o pra­gnie­niu wyj­ścia poza lirycz­ny kon­we­nans. Temat ambi­cji stwo­rze­nia liry­ki gwał­tow­nie naru­sza­ją­cej czy­tel­ni­cze przy­zwy­cza­je­nia, odmie­nia­ją­cej czy­tel­ni­czą wraż­li­wość i poru­sza­ją­cej w stop­niu zde­cy­do­wa­nie ponad­prze­cięt­nym sygna­li­zu­je Jacek Guto­row w Innym tem­pie kil­ka razy. W „Cze­go nie nama­lo­wa­li Holen­drzy” czy­ta­my: „Chcę wyjść poza ramę wier­sza – ku temu, co bez­i­mien­ne. // Chcę zrzu­cić poezję jak sta­rą skó­rę.” Podob­nie, lecz jesz­cze moc­niej widać to we frag­men­tach poema­tu „Para­tak­sa”, gdzie stoi: „wła­śnie w tej chwi­li pra­gnę lite­ra­tu­ry gwał­cą­cej wszyst­kie kano­ny lite­ra­tu­ry eks­ce­su i wykro­cze­nia, takiej, któ­ra nie pozwo­li nam zasnąć, lecz będzie drą­ży­ła nasze myśli na jawie i we śnie”. Albo popa­trz­my na utwo­ry z cyklu „Zbli­że­nia”, gdzie w tek­ście „Jadąc na wie­czór poezji” autor „Linii życia” przy­zna­je się do takiej choć­by wiel­kiej ocho­ty: „Wyjść z ład­nych wier­szy / i nie dać po sobie poznać. // Zro­zu­mie­ją? // Hono­ra­ria nie są prze­wi­dzia­ne. / Tyl­ko zwrot kosz­tów podró­ży. // Ale wycho­dzi się na swo­je.” Nie wspo­mi­na­jąc już i nie roz­trzą­sa­jąc innej, same­mu sobie zło­żo­nej obiet­ni­cy, któ­rej w grun­cie rze­czy Guto­row w żad­nym miej­scu swo­je­go tomi­ku nie dotrzy­mu­je: „Dość już ład­nych wier­szy. // Jutro zacznie­my ina­czej. / Będzie war­kot i hur­kot i tur­kot. / Będzie gru­chot i kle­kot i fur­kot. / Będzie chru­pot i chro­bot i zgrzyt.”( „Cre­ati­ve wri­ting”.) To nie­zwy­kłe – rzec moż­na na mar­gi­ne­sie tego zbio­ru – z jak fan­ta­stycz­ną pre­cy­zją wie Jacek Guto­row, co chciał­by napi­sać oraz co napi­sa­ne­go żyło­by życiem peł­nym emo­cji i cza­ru, a jed­nak… Jest takie sta­re pisar­skie przy­sło­wie: Nie pisze się ksią­żek, jakie by się chcia­ło napi­sać, pisze się takie, jakie wycho­dzą. I Guto­row powi­nien o tym wie­dzieć, ba, on to rów­nież wie dosko­na­le – wszak jest auto­rem ele­ganc­kie­go na ten temat wier­sza pod tytu­łem – nomen omen – „Na temat”. Oto ten liryk z epi­gra­fem „Skąd się bio­rą wier­sze”: „Wyska­ku­ją / z ciem­nych miejsc, / gdzie było im nie­wy­god­nie. // Potem toczą się jak doj­rza­łe jabł­ka / i wpa­da­ją wprost w otwar­te ręce. // Cza­sem ręce są zaci­śnię­te. / Ale one i tak wpa­da­ją.”

3.

Pro­szę nie myśleć, że iro­nia moja jest iro­nią szy­der­czą. Nie tym razem. W grun­cie rze­czy do pew­ne­go stop­nia współ­czu­ję poecie, któ­ry posiadł­szy taj­ni­ki wszel­kie dalej, jak wszy­scy poeci, ska­za­ny jest na to, jak pisał Ryszard Kapu­ściń­ski, „źró­dło z Kró­le­stwa Ciem­no­ści”. Bo może sobie Jacek Guto­row żądać i życzyć „wyjść poza ramę wier­sza – ku temu, co bez­i­mien­ne”, może pra­gnąć „zrzu­cić poezję jak sta­rą skó­rę”, może doma­gać się „lite­ra­tu­ry gwał­cą­cej wszyst­kie kano­ny lite­ra­tu­ry eks­ce­su i wykro­cze­nia, takiej, któ­ra nie pozwo­li nam zasnąć, lecz będzie drą­ży­ła nasze myśli na jawie i we śnie”, a final­nie i tak pozo­sta­je mu to nie­speł­nie­nie, o któ­rym – to jego jedy­na nagro­da – daje radę powie­dzieć tak pięk­nie, jak w liry­ku „Bez tytu­łu”: „Wymy­ślasz wiersz. / Przed snem. / Ukła­da się jak marze­nie. Każ­de sło­wo. / Nie musisz wsta­wać / i zapa­lać lamp­ki.” Nie­ste­ty: rano „sło­wa mają tre­mę. / Nie chcą zalśnić / peł­nym bla­skiem.” I tu nastę­pu­je moment gorz­kiej epi­fa­nii: „Kie­dyś zro­zu­miesz, / cze­go ci będzie żal. / Nie zgu­bio­ne­go wier­sza, / nie lśnią­cych słów, / lecz sie­bie same­go / w tam­tej chwi­li / przed snem, / gdy nie musia­łeś wsta­wać / i zapa­lać lamp­ki.” I to nie­speł­nie­nie umie Guto­row, choć bar­dzo rzad­ko z tego talen­tu korzy­sta, opo­wie­dzieć gło­sem bez­błęd­nym i pew­nym, kie­dy cho­dzi rów­nież o inne spra­wy. Takie, jak marze­nie o wiel­kiej podró­ży w „Wier­szu prze­ciw podró­żom”: „Masz sześć lat / i marzysz o podró­ży / do Ame­ry­ki. // Mija trzy­dzie­ści lat / i nic nie jest w sta­nie oddać / tego marze­nia. // Nawet podróż do Ame­ry­ki.” Czy jak w poema­tu „Man­da­ryn­ka” frag­men­cie 11.: „Ile mi dałaś, poezji. / No ile. / Led­wie star­cza na man­da­ryn­kę / i kil­ka dygre­sji.”

4.

Nadzie­ja? Świa­teł­ko w tune­lu? Może dało­by się coś takie­go zna­leźć w utwo­rze „Dekom­pre­sja (pio­sen­ka)”. Pisze Guto­row w tym tek­ście: „Pozby­wam się kolej­nych słów, / któ­re chcia­łem zło­żyć w darze. // Powo­li wynu­rzam się na powierzch­nię. // Odrzu­cam balast wra­żeń, / choć chcia­łem z nich czer­pać. // Powo­li wynu­rzam się na powierzch­nię. // Coraz mniej pobocz­nych wąt­ków, / prze­bły­sków na stro­nie. / Tyl­ko jed­na jasna smu­ga / stąd / aż do samej góry. // Powo­li wynu­rzam się na powierzch­nię. // Spa­da ciśnie­nie słów. // Wszy­scy razem: // Dekom­pre­sja / Depre­sja / Pre­sja / na ja”. Chciał­bym wie­rzyć, że po tej „dekom­pre­sji”, po „wynu­rze­niu się na powierzch­nię” Jac­ko­wi Guto­ro­wo­wi już nigdy nic nie prze­szko­dzi w zoba­cze­niu ogro­du. Czy cze­go­kol­wiek. Niech­by z tej „pre­sji na ja” poetyc­kie „ja” Guto­ro­wa wyszło w posta­ci jesz­cze moc­niej­szej niż do tej pory.


Tekst uka­zał się po raz pierw­szy na stro­nie nieszuflada.pl. Dzię­ku­je­my za udo­stęp­nie­nie mate­ria­łu. 
 

O autorze

Jakub Winiarski

Urodzony w 1974 roku. Poeta, prozaik i krytyk literacki. Wykładał gościnnie w Studium Literacko-Artystycznym na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Od 2010 roku redaktor naczelny miesięcznika "Nowa Fantastyka". Mieszka w Warszawie.

Powiązania