utwory / premiery w sieci

Ona jest mną (poemat nierozpoczęty)

Michał Domagalski

Poemat Michała Domagalskiego.

a więc zapa­mię­taj to szcze­gó­ło­wo, jak­byś wiersz kuł na bla­chę
pamię­ci, w sza­rych zwo­jach wyku­wał sumien­nie przed
znu­dzo­ną publicz­no­ścią kolej­ne linij­ki, w nie­swo­je rocz­ni­ce,
nastę­pu­ją­ce wier­nie wer­sy wier­szy­ka, na ape­lu z oka­zji zakoń­cze­nia
roz­po­czę­cia albo roz­po­czę­cia zakoń­cze­nia. Zapa­mię­taj, nawet
jeśli nikt miał­by nie zwró­cić uwa­gi, cho­ciaż wszy­scy uwiel­bia­ją
zwra­cać uwa­gę, pod­kre­ślać błę­dy linią wyra­zi­stą, czer­wie­nią
cegły rzu­co­nej w okno, czer­wie­nią pochła­nia­ją­cą uwa­gę, czer­wie­nią
wyol­brzy­mia­ją­cą rolę błę­du, potknię­cia, jak­by wyją­tek sta­wał się
regu­łą, jak­by regu­ła mia­ła obo­wią­zy­wać wyją­tek – zapa­mię­taj odstęp­stwa,
to jed­no odstęp­stwo, bo o nor­mie będą pie­przy­li aż do znu­dze­nia,
aż po wej­ście w przy­dłu­giej suk­ni smut­ku śmier­ci, będą mówi­li,
że musisz, bo muszą, bo każ­dy i że razem raź­niej, i zro­zu­mia­le,
i nie będzie­my tole­ro­wać zbo­czeń, uchy­bień i w ogó­le że tak
się sta­ło, że aku­rat oni mają pra­wo pozba­wiać cię wszel­kich
praw, choć­byś nawet nie wcho­dził niko­mu do łóż­ka, niko­mu nie
prze­szka­dzał, choć­byś nawet scho­wał się w głę­bi ostat­nie­go odde­chu,
to oni tam będą… Zapa­mię­taj: Ona jest mną. Zapa­mię­taj to szcze­gó­ło­wo,
jak­byś miał zda­wać egza­min z nie swo­je­go dowo­du oso­bi­ste­go
wyrzu­co­ne­go przez czar­ną dziu­rę obo­wiąz­ku posia­da­nia płci,
zde­rza­nia wła­snych potrzeb z ocze­ki­wa­nia­mi spo­łe­czeń­stwa,
cze­goś rów­nie wiel­kie­go jak abs­trak­cyj­ne­go, cze­goś liczą­ce­go się
w sta­ty­sty­kach, ankie­tach uzu­peł­nia­nych przez przy­pad­ko­we milio­ny,
ale nigdy przez cie­bie, przez two­je zna­jo­me będą­ce nimi, wszyst­ki­mi
męż­czy­zna­mi cho­wa­ny­mi głę­bo­ko w mitach o męsko­ści, o odwa­dze,
o nogach za gru­bych, aby mie­ści­ły się w rur­kach, w zwo­jach umy­słu,
w obo­wiąz­ku speł­nia­nia nie swo­ich wyma­gań – Zapa­mię­taj wszyst­kich,
któ­rzy ska­zu­ją mnie na wewnętrz­ną bani­cję moje­go cia­ła, miesz­ka­nia,
łóż­ka, jak­by mie­li pra­wo, obja­wie­nie, jak­by zna­li praw­dę i wie­rzy­li
w nie­omyl­ność sądów, wła­snych sądów O rze­czy­wi­sto­ści prze­kra­cza­ją­cej
ich moż­li­wo­ści rozu­mo­wa­nia. Zapa­mię­taj ich wszyst­kich, co nie będzie
trud­ne, oni mają jed­ną twarz, jed­ną mat­kę, jeden pota­jem­ny spo­sób na
ona­nizm, któ­re­go nazwa wzię­ła się wszak z księ­gi świę­tej, ich świę­tej księ­gi,
więc mi od niej wara. Zapa­mię­taj to szcze­gó­ło­wo, bo dia­bła nie będzie w ogó­le,
w ogó­le sie­dzi ten dru­gi, któ­re­mu przy­pi­sze się wszyst­kie cuda, nie­moż­li­we
do opi­sa­nia szcze­gó­ło­wo, ale to szcze­gół… więc zapa­mię­taj go, jak­byś
cią­gle powta­rzał tajem­ni­czą man­trę, jak­byś wie­rzył, że war­to sta­nąć
po stro­nie swo­je­go rozu­mu, jak­byś nie potrze­bo­wał tłu­mu ska­czą­ce­go
do gar­deł poli­tycz­nych prze­ciw­ni­ków, zapa­mię­taj mnie, zapa­mię­taj,
bo war­to pamię­tać czło­wie­ka, nie płeć, war­to widzieć tro­chę wię­cej,
niż widzie­li twoi poprzed­ni­cy, może wów­czas będą z cie­bie dum­ni, że
sko­rzy­sta­łeś, że nie sto­isz, że nauka cho­dze­nia nie poszła w las z przy­krót­ką
liną, któ­ra nie pozwo­li sto­pa­mi sta­nąć na twar­dym grun­cie rze­czy, że
dzię­ki latom, dzię­ki prak­ty­kom potra­fisz bie­gać, rzu­casz się na mara­ton
i myślisz o skrzy­dłach, choć­byś już nie był pierw­szej świe­żo­ści, mło­do­ści
zapa­mię­taj mnie, a wła­ści­wie zapa­mię­taj szcze­gó­ło­wo te trzy sło­wa
i powta­rzaj je, gdy przyj­dzie ci sta­nąć twa­rzą w twarz z innym czło­wie­kiem,
prze­cież są na tym świe­cie jesz­cze ludzie, nie tyl­ko naro­dy, któ­re
chcia­ły­by obra­stać w tłuszcz mitów, w tłuszcz boha­te­rów, w tłuszcz
wygod­ne­go spo­ko­ju, w tłuszcz stra­chu przed innym, stra­chu przed
zmia­ną, o któ­rej ty musisz pamię­tać… więc zapa­mię­taj mnie szcze­gó­ło­wo…
Zapa­mię­taj te trzy sło­wa w tych przy­pad­kach zależ­nych od wybo­ru,
w tym cza­sie teraź­niej­szym roz­ra­sta­ją­cym się w obie stro­ny, zapa­mię­taj
ten rodzaj zdań, któ­re nie muszą być wygod­ne, sty­li­stycz­nie popraw­ne,
nie­war­te czwór­ki z plu­sem, nie­war­te wie­le w ogó­le, ale nie o war­tość tutaj
cho­dzi – a prze­cież umiesz cho­dzić – ale o czło­wie­ka, któ­ry wyra­sta
ponad naro­dy, choć jestem Pola­kiem z krwi i Euro­pej­czy­kiem z kości,
to mam prze­cież ten sam dług wdzięcz­no­ści wobec sinic co ty…
zapa­mię­taj więc, choć­byś miał wra­że­nie, że nie rozu­miesz, że nie
umiesz roz­szy­fro­wać zna­czeń, nawet Dar­win miał – zda się – pew­ne
luki w swo­jej teo­rii, nie każ­dy wiersz uda się roz­szy­fro­wać, w koń­cu poezji
nie moż­na trzy­mać na kagań­cu ide­olo­gii, czy w klat­ce rozu­mie­nia,
a prze­cież ty też jesteś poezją, poezją naj­trud­niej­szą, poezją zła­ma­ną
cezu­rą w miej­scu każ­dej wąt­pli­wo­ści i pyta­nia, któ­re zadasz Ty, któ­re
zada­ją za cie­bie inni ludzie nale­żą­cy do myślą­cych – musisz pamię­tać,
że nie roz­po­znasz ich po stro­ju, ale po owo­cach. Dziś nie­wie­lu
pie­lę­gnu­je ogro­dy i wyry­wa chwa­sty, dzi­siaj nie każ­dy ma ogró­dek, swój
ogró­dek, korzy­sta się z ogro­dów i ogro­dze­nia dane­go niczym sło­wo boże,
niczym obiet­ni­ca spo­ko­ju, bez­pie­czeń­stwa ukry­tych za murem wznie­sio­nym
z obo­jęt­no­ści i wsty­du czer­wo­ne­go jak cegła. Nawet jeśli bóg jest homo
(odkaszl­nię­cie) ‑genicz­ny, nawet jeże­li jego imię tak napraw­dę nic nie zna­czy,
nie odra­dza się niczym feniks, tyl­ko trwa, jak­by sta­no­wił nie­za­spo­ko­je­nie,
nawet jeże­li nara­sta, sta­je się pro­ble­mem o ran­dze już nie tyl­ko
mię­dzy­pań­stwo­wej czy mię­dzy­pla­ne­tar­nej, ale do krwi mię­dzy­ludz­kiej;
nawet wte­dy pamię­taj, bo pamięć to two­ja toż­sa­mość, któ­ra może
wyra­żać się w sło­wach, więc dbaj o język, w któ­rym ukry­łeś swój świat.
Pamię­taj, nawet jeśli nic nie jest pew­ne, a wszyst­ko moż­li­we, nawet
jeże­li wie­rzysz, że z pier­wot­nej zupy – gęstej jak myśl wie­czor­na po dniu
trud­nym, prze­peł­nio­nym cha­osem sta­rań o lep­sze jutro – wyło­ni­ły się
ami­no­kwa­sy, że z tych ami­no­kwa­sów bez pla­nu, bez celu wyło­ni­ło się
życie, któ­re sta­ło się mną, sta­ło się nią, sta­ło się opo­wie­ścią nie koń­czą­cą
się, spi­ja­ną z ust aż do ostat­niej kro­pli kpin: Ona jest mną.

O autorze

Michał Domagalski

Urodził się w Ostrzeszowie w 1982. Publicysta i krytyk. Redaktor prowadzący portalu Wywrota  w latach 2015-2016. Debiutował w almanachu Połów. Poetyckie debiuty 2014-2015, w 2018 roku ukazała się jego pierwsza książka poetycka - Poza sezonem. Mieszka w Poznaniu.

Powiązania